ramiona.

po ciężkim dniu.. tygodniu.. miesiącu.. może kilku już nawet..
po tej szkole co to o uczuciach i emocjach mówi się przede wszystkim..
już wcześniej wiedziałam, że jestem kupką różnych emocji..
wracałam do domu. otworzyłam bramkę.. weszłam do mojego ogrodu..
stanęłam na środku i popatrzyłam w gwiazdy..
te miliony malutkich tak znanych, migoczących z oddali..
co to ostatnio nie pamiętam kiedy na nie patrzyłam..
wzięłam kilka głębszych oddechów..
tak jakby powietrza mi brakowało..
myśli miliony przebiegające po głowie, żadna na dłużej nie ustała..
tylko tak pędziły szalenie.. jedna za drugą..
weszłam do domu..
herbaty chciałam się napić tej co nie smakuje mi już jak dawniej..
ale poczułam... nie wiem w sumie sama co.. bo tych uczuć ostatnio tak wiele..
wtuliłam się w Niego.. w kłębek zwinęłam..
poczułam się taka malutka jak już dawno się nie czułam..
i zaczęłam płakać.. tak strasznie płakać..
i On jak nigdy tylko raz zapytał.
bo zawsze pyta miliardy razy.. co rozzłaszcza mnie mocniej i mocniej..
ale tym razem tylko raz..
i lepiej mi się zrobiło po chwili.. może dwóch.. albo trzech nawet..
nie pamiętam..
tak bez słowa. po prostu.
dobrze mieć przy sobie czyjeś ramiona.
czyjeś tak ważne. bez których ciężej by było każdego dnia.

Julia Rozumek.

za szybko.

to życie tak szybko przemija...
ten czas ucieka miedzy palcami...
a my czasem tkwimy w tym wszystkim bez celu...
bo tak trzeba... bo rozum podpowiada...
krok za krokiem... rok za rokiem...
nie dostrzegając tego co wkoło nas... 
albo po prostu tego czasu brak by na chwilę się zatrzymać i dostrzec...
jedni to lubią. ten szalony pęd brak oddechu... tą codzienność... 
to życie od weekendu do weekendu. a czasem nawet jego brak... 
ja... ja nie potrafię... no cholera po prostu nie potrafię!
choć lubię jak się coś dzieje.
choć lubię pęd tylko taki nad którym mam kontrole i chcę go bardzo... 
tego innego nie lubię bo wiem, że coś mi ucieka... 
że przeminie i za kilka lat będę wyć w poduszkę, że to wszystko było ważniejsze.
ważniejsze niż dom, rodzina...
ważniejsze od moich małych dzieci przy których mnie nie ma kiedy najbardziej potrzebują...
w gorączce, w bólu... przy stłuczonym kolanie... 
przy radościach zwykłych... i smutkach codziennych...
obudzę się i powiem kiedy oni tak urośli... 
już ważniejsze są koleżanki i koledzy...
i wiem, że to nastanie ale nie chcę przegapić nic.
 czego będę żałować, że przegapiłam...
bo ja ciągle w biegu... 
i znowu od rana do wieczora i po nocach też czasami... 
bo zawieść kogoś nie chce... 
bo obiecał coś bez zastanowienia jak zwykle... 
a jak obiecałam to dotrzymać obietnicy muszę...
bo ciągle ważniejszy jest ktoś niż ja sama... 
i kręcę się wkoło... i łzy płyną zbyt często i głowa niespokojna... 
a serce kuje tak jakoś dziwnie...
życie tak szybko mija i nawet nie wiadomo co będzie za dzień... za miesiąc... za rok... 
czy to życie przeminie w spokoju z sobą samym czy z wyrzutami sumienia ciągłymi....
czy w szczęściu czy ze smutkiem...
a ja wiem jedno, że to życie trzeba przeżyć tak jak serce podpowiada... 
i zwolnić bo życie mamy tylko jedno...
i nawet nie wiadomo czy dane nam zostanie dożyć do późnej starości w bujanym fotelu...
do siwych włosów i pomarszczenia... 

czas nie mój.

zwykłe dni.